Blog towarzyszył powstawaniu książki o historii K.S. "Gedania" i towarzyszy jej już po wydaniu. Interesuje mnie nie tylko historia klubu, ale przede wszystkim ludzi, którzy go tworzyli oraz historia sportu w ogóle, a w Gdańsku w szczególności. Nieustająco zachęcam do czytania i kontaktu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 października 2014
Być jak Polska
Ostatni w tabeli Werder Brema jedzie do Monachium na mecz z Bayernem. Starcie Dawida z Goliatem. I oto trener Robin Dutt mówi na konferencji prasowej, że "widzieliśmy co zrobiły Polska i Irlandia, która zdobyły 4 punkty przeciwko Niemcom. Możemy zrobić to samo. Być może my jesteśmy Polską albo Irlandią". Takie słowa, zapewne nie jedyne w ostatnich dniach, to chyba najlepsza nagroda dla naszych piłkarzy. A dla nas po prostu duma.
poniedziałek, 13 października 2014
Koniec z Grunwaldem
Opowiadałem tą historię już kilka razy. dziś już po raz ostatni, bo w sobotę straciła aktualność. Żal mi trochę, choć z drugiej strony wreszcie się to stało - Polska wygrała z Niemcami w piłkę nożną. Spełniło się marzenie tych wszystkich, którzy czekali, choćby Gedanistów, którzy jechali (o ile dojechali) do Berlina w 1933 r.
Jako że opowiadam po raz ostatni muszę z detalami, które są ważne, bo opowieść zahacza o jeden z naszych najważniejszych mitów narodowych. Mitu o wielki zwycięstwie nad znienawidzoną nacją, odwiecznych uciemiężycieli. Chodzi właśnie o Niemców, a zwycięstwo, o którym mowa, to wygrana w bitwie pod Grunwaldem. Od XIX w., od dzieł m.in. Matejki i Sienkiewicza upowszechniło się przekonanie, że było to starcie dwóch narodów, polskiego i niemieckiego (są tam jeszcze Litwini, którzy dorobili się własnej wersji tego mitu), atakowanego i atakującego. Polacy, stojący wtedy przed realnym niebezpieczeństwem wynarodowienia, od stu lat nie mający już swojego państwa, potrzebowali takich obrazów, które dawały nadzieję. I prostych zestawień, takich jak: skoro Polacy “dali radę” pod Grunwaldem, to i poradzą sobie w walce z zaborcami, zwłaszcza tym pruskim. Nie muszę dodawać (chyba), że nastąpiło oczywiste przerobienie prawdy historycznej na potrzeby mitu - opowieści, która miała poderwać Polaków do walki, dać im nadzieję. Po Grunwaldem bowiem walczyło wiele nacji, a po stronie Europy reprezentacja niemal całego starego kontynentu, wśród których Krzyżacy-Niemcy znajdowali się w mniejszości. Poza tym nie bardzo oni wtedy myśleli kategoriami narodowymi. Nic to jednak.
Mit o Grunwaldzie płynął wartko przez lata, podsycany także w PRL, kiedy też potrzebowaliśmy wroga - zachodnich Niemców - którzy najpierw kwestionowali naszą zachodnią granicę, a później opływali w dobra wszelakie, których u nas brakowało. No i nie dawali się pokonać na zielonej murawie. Na szczęście pod Grunwaldem “daliśmy radę”, czego świadomość sprawiała, że było nam lżej (po wojnie do Grunwaldu 1410, dorzucaliśmy jeszcze Berlin 1945).
I tu już finał opowieści. Otóż wędrując sobie na mecz Polska-Niemcy w Gdańsku na straganie pod stadionem zauważyłem szal, który widać na zdjęciu. Mowę mi na chwilę odjęło, bom naiwnie myślał, że duchy Matejki i Sienkiewicza uleciały już z narodu, a już tym bardziej nie spodziewałem się ich pod gdańskim stadionem. Zapytałem o to sprzedawcę i usłyszałem: “co się Pan dziwi? Przecież to było nasze ostatnie zwycięstwo nad Niemcami!”. Zawstydzony własną ignorancją, kupiłem szal i odtąd wisi u mnie, na reprezentacyjnym miejscu. Trochę tylko żal, że stracił aktualność. 11 października 2014 r. - POLSKA-NIEMCY 2:0 !!!
Jako że opowiadam po raz ostatni muszę z detalami, które są ważne, bo opowieść zahacza o jeden z naszych najważniejszych mitów narodowych. Mitu o wielki zwycięstwie nad znienawidzoną nacją, odwiecznych uciemiężycieli. Chodzi właśnie o Niemców, a zwycięstwo, o którym mowa, to wygrana w bitwie pod Grunwaldem. Od XIX w., od dzieł m.in. Matejki i Sienkiewicza upowszechniło się przekonanie, że było to starcie dwóch narodów, polskiego i niemieckiego (są tam jeszcze Litwini, którzy dorobili się własnej wersji tego mitu), atakowanego i atakującego. Polacy, stojący wtedy przed realnym niebezpieczeństwem wynarodowienia, od stu lat nie mający już swojego państwa, potrzebowali takich obrazów, które dawały nadzieję. I prostych zestawień, takich jak: skoro Polacy “dali radę” pod Grunwaldem, to i poradzą sobie w walce z zaborcami, zwłaszcza tym pruskim. Nie muszę dodawać (chyba), że nastąpiło oczywiste przerobienie prawdy historycznej na potrzeby mitu - opowieści, która miała poderwać Polaków do walki, dać im nadzieję. Po Grunwaldem bowiem walczyło wiele nacji, a po stronie Europy reprezentacja niemal całego starego kontynentu, wśród których Krzyżacy-Niemcy znajdowali się w mniejszości. Poza tym nie bardzo oni wtedy myśleli kategoriami narodowymi. Nic to jednak.
Mit o Grunwaldzie płynął wartko przez lata, podsycany także w PRL, kiedy też potrzebowaliśmy wroga - zachodnich Niemców - którzy najpierw kwestionowali naszą zachodnią granicę, a później opływali w dobra wszelakie, których u nas brakowało. No i nie dawali się pokonać na zielonej murawie. Na szczęście pod Grunwaldem “daliśmy radę”, czego świadomość sprawiała, że było nam lżej (po wojnie do Grunwaldu 1410, dorzucaliśmy jeszcze Berlin 1945).
I tu już finał opowieści. Otóż wędrując sobie na mecz Polska-Niemcy w Gdańsku na straganie pod stadionem zauważyłem szal, który widać na zdjęciu. Mowę mi na chwilę odjęło, bom naiwnie myślał, że duchy Matejki i Sienkiewicza uleciały już z narodu, a już tym bardziej nie spodziewałem się ich pod gdańskim stadionem. Zapytałem o to sprzedawcę i usłyszałem: “co się Pan dziwi? Przecież to było nasze ostatnie zwycięstwo nad Niemcami!”. Zawstydzony własną ignorancją, kupiłem szal i odtąd wisi u mnie, na reprezentacyjnym miejscu. Trochę tylko żal, że stracił aktualność. 11 października 2014 r. - POLSKA-NIEMCY 2:0 !!!
sobota, 11 października 2014
Wycieczka do Berlina
Dziś kolejne wielkie piłkarskie starcie z Niemcami. Wielu z nas jedzie już do Warszawy, aby przeżyć go na żywo, także rodacy, mieszkający w Niemczech. Dla nich to szczególnie ważny mecz. Po powrocie albo dumnie podniosą głowę, albo będą unikać zaczepnych spojrzeń niemieckich sąsiadów. Nie chodzi tylko o wynik, ważna jest postawa na boisku. Dziecinada? Może, ale życie wyzute z emocji, staje się bezbarwne. Także sport.
Kiedy graliśmy pierwszy mecz z Niemcami, 3 grudnia 1933 r. emocje były znacznie większe. Jak pisał sprawozdawca “Przeglądu Sportowego” oprócz flag Polski i Rzeszy, w każdym wolnym miejscu na stadionie czernił się znak swastyki.Przed meczem, w czasie ogrywania niemieckiego hymnu nacjonalistyczna histeria. Ręce wyciągnięte w nazistowskim pozdrowieniu. Brrr...
W tych trudnych warunkach, zgodnie z powszechnym poglądem, reprezentacja Polski “dała radę”, tracąc jedyną bramkę w 89 min. Jak pisano: “Chociaż wynik brzmi 1:0 dla Niemiec, nie zeszliśmy z berlińskiego boiska pokonani” Ot, taka nowa definicja remisu.
Dziś nie targają nami już niezdrowe nacjonalizmy. Emocje oczywiście są, ale sportowe, bo to już zupełnie inne czasy. “Urodziłem się tutaj, mam wielu przyjaciół, ale w sobotę, kiedy wybiegnę na boisko liczy się dla mnie tylko orzeł na mojej piersi” powiedział wczoraj w niemieckiej TV Łukasz Podolski, mając na myśli raczej orła koloru czarnego.
Mecz w Berlinie, w 1933 r. chciało także zobaczyć wielu Gedanistów. Podróżowanie nie było wtedy takie proste, więc w organizację wyjazdu włączył się klub. Czy dotarli na miejsce? Nie wiem.
Kiedy graliśmy pierwszy mecz z Niemcami, 3 grudnia 1933 r. emocje były znacznie większe. Jak pisał sprawozdawca “Przeglądu Sportowego” oprócz flag Polski i Rzeszy, w każdym wolnym miejscu na stadionie czernił się znak swastyki.Przed meczem, w czasie ogrywania niemieckiego hymnu nacjonalistyczna histeria. Ręce wyciągnięte w nazistowskim pozdrowieniu. Brrr...
W tych trudnych warunkach, zgodnie z powszechnym poglądem, reprezentacja Polski “dała radę”, tracąc jedyną bramkę w 89 min. Jak pisano: “Chociaż wynik brzmi 1:0 dla Niemiec, nie zeszliśmy z berlińskiego boiska pokonani” Ot, taka nowa definicja remisu.
Dziś nie targają nami już niezdrowe nacjonalizmy. Emocje oczywiście są, ale sportowe, bo to już zupełnie inne czasy. “Urodziłem się tutaj, mam wielu przyjaciół, ale w sobotę, kiedy wybiegnę na boisko liczy się dla mnie tylko orzeł na mojej piersi” powiedział wczoraj w niemieckiej TV Łukasz Podolski, mając na myśli raczej orła koloru czarnego.
Mecz w Berlinie, w 1933 r. chciało także zobaczyć wielu Gedanistów. Podróżowanie nie było wtedy takie proste, więc w organizację wyjazdu włączył się klub. Czy dotarli na miejsce? Nie wiem.
środa, 23 lipca 2014
Michał Globisz
Michał Globisz jest tak istotną postacią dla pomorskiej, ale i polskiej piłki nożnej, że musiałem zamieścić ten przejmujący materiał filmowy. Wszyscy trzymamy kciuki i modlimy się za Pana, Trenerze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



