W nawiązaniu do poprzedniego wpisu przykład miejsca, które już nie istnieje. Hala, niezbyt w prawdzie urodziwa, ale która była areną nie tylko meczów siatkarek "Gedanii". Pamiętam jak szturmowałem jej wejście próbując dostać się na mecze najlepszej w historii siódemki szczypiornistów "Wybrzeża" Gdańsk. Mnóstwo wspomnień, emocji, znakomitych zawodników i meczów i ... pstryk, nie ma. Warto więc rejestrować. Zdjęcie pochodzi z 1978 r. - hala dopiero co została zbudowana. A właściwie złożona, bo to podobno był import z NRD?
Blog towarzyszył powstawaniu książki o historii K.S. "Gedania" i towarzyszy jej już po wydaniu. Interesuje mnie nie tylko historia klubu, ale przede wszystkim ludzi, którzy go tworzyli oraz historia sportu w ogóle, a w Gdańsku w szczególności. Nieustająco zachęcam do czytania i kontaktu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka ręczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka ręczna. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 stycznia 2015
wtorek, 19 sierpnia 2014
"Wisło stara, Wisło moja"
Praca nad książką, to tysiące, no może w tym przypadku setki relacji uczestników wydarzeń. To relacje ustne i pisemne, dotyczące mniej lub bardziej istotnych spraw. Każda jest ważna, ale jednocześnie tylko mała część z nich znajdzie swoje miejsce w tekście. Tych pozostałych szkoda. Ot, choćby takich:
"W 1939 r. tu [tzn. do Gdańska - J.T.] przyjechałam i nie bardzo umiałam mówić po niemiecku, a natomiast bardzo chętnie grałam w piłkę [ręczną - J.T.]. Trzeba było się trochę z koleżankami porozumieć i rzeczywiście przypominam sobie taki moment [chodzi o nieformalny zakaz porozumiewania się na boisku w języku polskim w zawodach organizowanych przez niemieckie związki sportowe i związane z tym wykluczenia zawodniczek - zjawisko to nasiliło się się w drugiej połowie lat trzydziestych - J.T.]. , ale koleżanki bardzo zdecydowanie powiedziały, że jeśli zostanę usunięta z gry to cała drużyna zejdzie z boiska. Chciałabym w w tych wspomnieniach [...] przypomnieć o pewnym meczu. Wygrałyśmy ten mecz, a później oczekiwałyśmy pociągu w takiej małej gospodzie. Umilałyśmy sobie czas oczekiwania śpiewaniem piosenek. Okazało się, że zebrani w gospodzie przyłączyli się do naszych śpiewów. Pamiętam, że tacy starzy ludzie, którzy zapewne uchodzili w tej wsi za Niemców, śpiewali "Wisło stara, Wisło moja" itp. Po prostu ten krótki pobyt kilkunastu dziewcząt mówiących po polsku ruszył sercami tych Polaków. A więc i na tym polu "Gedania" osiągnęła piękne sukcesy".
Ta skromna, ale jakże urocza opowieść Marii Pietrzykowskiej-Piaseckiej to głos w dyskusji w trakcie sesji naukowej, zorganizowanej z okazji 50-lecia klubu 7 września 1972 r. Chciałoby się każdą z takich relacji nie tylko zachować, ale i upowszechnić, bo wszystkie składają się na obraz działalności "Gedanii" w tamtych trudnych latach.
"W 1939 r. tu [tzn. do Gdańska - J.T.] przyjechałam i nie bardzo umiałam mówić po niemiecku, a natomiast bardzo chętnie grałam w piłkę [ręczną - J.T.]. Trzeba było się trochę z koleżankami porozumieć i rzeczywiście przypominam sobie taki moment [chodzi o nieformalny zakaz porozumiewania się na boisku w języku polskim w zawodach organizowanych przez niemieckie związki sportowe i związane z tym wykluczenia zawodniczek - zjawisko to nasiliło się się w drugiej połowie lat trzydziestych - J.T.]. , ale koleżanki bardzo zdecydowanie powiedziały, że jeśli zostanę usunięta z gry to cała drużyna zejdzie z boiska. Chciałabym w w tych wspomnieniach [...] przypomnieć o pewnym meczu. Wygrałyśmy ten mecz, a później oczekiwałyśmy pociągu w takiej małej gospodzie. Umilałyśmy sobie czas oczekiwania śpiewaniem piosenek. Okazało się, że zebrani w gospodzie przyłączyli się do naszych śpiewów. Pamiętam, że tacy starzy ludzie, którzy zapewne uchodzili w tej wsi za Niemców, śpiewali "Wisło stara, Wisło moja" itp. Po prostu ten krótki pobyt kilkunastu dziewcząt mówiących po polsku ruszył sercami tych Polaków. A więc i na tym polu "Gedania" osiągnęła piękne sukcesy".
Ta skromna, ale jakże urocza opowieść Marii Pietrzykowskiej-Piaseckiej to głos w dyskusji w trakcie sesji naukowej, zorganizowanej z okazji 50-lecia klubu 7 września 1972 r. Chciałoby się każdą z takich relacji nie tylko zachować, ale i upowszechnić, bo wszystkie składają się na obraz działalności "Gedanii" w tamtych trudnych latach.
piątek, 20 czerwca 2014
Czoskówna
Wspomniana w poprzednim wpisie Edyta Czoskówna (ur. 16.10.1913 r. w Starogardzie Gdańskim) była piłkarką ręczną w "Gedanii" oraz, jak wielu sportowców tego klubu, zaangażowaną w sprawy społeczne działaczką polskich organizacji, m.in. ZHP. Była wykwalifikowaną nauczycielką. Ukończyła w Poznaniu seminarium nauczycielskie (1932-1936) oraz studium Wychowania Fizycznego. Po ukończeniu seminarium wróciła do Tczewa i rozpoczęła pracę w Szkole Macierzy Szkolnej w Szymankowie. Od 1 lutego 1939 była nawet jej kierownikiem. Po wybuchu wojny wyjechała z Tczewa, a kiedy do niego wróciła została aresztowana. Po pobycie w obozach w Gniewie i Nowym Porcie rozstrzelano ją 24 listopada w lesie Szpęgawskim, niedaleko miejsca urodzenia. Od 1985 r. szkoła podstawowa w Szymankowie nosi jej imię.
![]() |
| Budynek szkoły - źródło: http://adamfleks.blogspot.com/2012/03/za-wiare-i-ojczyzne-cz2.html |
![]() |
| Tablica pamiątkowa - źródło: http://adamfleks.blogspot.com/2012/03/za-wiare-i-ojczyzne-cz2.html |
![]() |
| Gablota poświęcona patronce w szkole podstawowej w Szymankowie - źródło: www.szymankowo.tk |
Paradoksem jest, że szybkie rozstrzelanie osoby przez hitlerowców daje najlepsze świadectwo jej postawie i zaangażowaniu w wykonywanie swoich obowiązków oraz działalność patriotyczną. Rozstrzeliwano tych, którzy zdaniem samych Niemców nie nadawali się do zniemczenia, których należało po prostu wyeliminować. Pamięć o Edycie Czoskównie szczęśliwie ocalała - ilu jest jednak sportowców-bohaterów zupełnie zapomnianych?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




