Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winke. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 czerwca 2014

90 lat

Miałem ten wielki przywilej być zaproszonym na urodziny Pani Budzimiry. Bardzo serdeczne spotkanie, dalekie od oficjalności, pokazujące prawdziwy sens i istotę życia. Bo Jubilatka, mimo że wspomnienia oczywiście były, ciągle patrzy w przyszłość, ciągle łączy ludzi, którzy chcą Jej słuchać i z Nią rozmawiać. I znowu padły słowa o konieczności zachowania pamięci o przedwojennych polskich rodzinach, żyjących w Wolnym Mieście Gdańsku. Głosy coraz słabsze, bo lata lecą i głos już nie ten. Czy muszę dodawać, że biorę to bezpośrednio do siebie, że motywuje mnie to do pracy nad książką?


Pani Budzimira z siostrą Jadwigą (z lewej) i Gabrielą Danielewicz.

Pani Gabriela Danielewicz w swojej pięknej mowie "ku czci" powiedziała, że oto życiorys Jubilatki to właściwie najnowsza historia Polski w skali mikro. Znajdziemy tam entuzjazm z odrodzonej po latach zaborów Rzeczypospolitej, patriotyzm Polaków z Wolnego Miasta, jest tragedia II wojny światowej, konspiracja i powstanie warszawskie. Są wreszcie lata lata stalinizmu, stanu wojennego, "Solidarności" i radość z ponownie odzyskanej wolności. W tym życiu mieszają się chwile dobre i złe, a przeżycia osobiste wpisane są w ważne wydarzenia XX w.




I gdzieś tam snuje się wątek polskiego klubu sportowego, w którego historii, jak to już pisałem, interesują mnie przede wszystkim ludzie.  Tacy, jak Pani Budzimira.

niedziela, 15 czerwca 2014

Pani Budzia

"No i jak tam postępy w Pana pracy?" pyta mnie nieodmiennie na początku każdego spotkania. Niby grzecznościowo, ale tak naprawdę z dużym zaciekawieniem. Tak od dwóch miesięcy, kiedy dowiedziała się o powstającej książce. "Gdania (bo tak wymawia tą nazwę, podobnie, jak i inni przedwojenni, gdańscy Polacy) to było proszę Pana coś wspaniałego i zaszczytnego. BYliśmy z niej dumni. Pamiętam, jak ojciec zaprowadził mnie na przystań. Byłam dziewczyną usportowioną, biegałam, skakałam, grałam w siatkówkę. On postanowił mnie trochę wzmocnić ogólnorozwojowo, stąd wioślarstwo. W pierwszym okresie siedziałyśmy w takich drewnianych skrzyniach ucząc się wiosłowania i składania wioseł "na sucho" Pamiętam trenerkę o nazwisku chyba Zielińska".
Tą opowieść w różnych wersjach słyszałem kilka razy, ale wciąż słucham chętnie. Wychodzi bowiem z ust Gedanistki, członkini TAMTEGO, przedwojennego klubu. Niewielu już takich ludzi, oj niewielu. W ubiegłym roku odszedł piłkarz i powojenny działacz, Wincenty Kurowski (rocznik 1914). Nie zdążyłem z nim porozmawiać, musiał wystarczyć kontakt pośredni, przez rodzinę. A pytań jest tak wiele ...
Kiedy siedzimy u Pani Budzi opowieść płynie. O ojcu, o wuju, Antonim Leszczyńskim, także Gedaniście i niezłomnym Polaku.  O Stanisławie Walasiewicz, z którą młoda Pani Budzia miała okazję zmierzyć się w pokazowym biegu na stadionie przy Heeresanger (dzisiejszy obiekt przy ul. Kościuszki).
Historia życia starszej Pani jest przebogata i pełna dramatycznych zwrotów. Historia przed- i powojenna została po wielokroć opisana, a także sfilmowana. Najlepiej w książce Dietera Schenka "Jak pogoniłam Hitlera" (nie mogę nie pochwalić się egzemplarzem z osobistą dedykacją).



Powojenne dopiero czekają na kogoś, kto je spisze, utrwali. Znam je z opowiadań i mogę zapewnić, że są równie fascynujące.
Pomyślałem sobie, że Pani Budzia nie była jeszcze przedstawiana jako Gedanistka. A przecież K.S. "Gedania" to nie tylko tak znane postaci, jak Zygmunt Chychła, ale także rzesza młodzieży, którzy w polskim klubie znajdowali możliwość treningu i rywalizacji oraz oazę polskości, tak ważną w Wolnym Mieście Gdańsku. A pamiętać trzeba, że "Gedania" należała do najliczniejszych gdańskich klubów sportowych i jej historia składa się z setek takich właśnie życiorysów, jak ten Pani Budzi, gdzie sport był tylko cząstką dorobku życiowego. Ale był ...  i warto o tym pamiętać.
Pani Budzimira Wojtalewicz-Winke kończy jutro 90 lat!!! Dużo zdrowia i wielu opowieści Pani Budziu.