Dzień przed Wigilią otrzymałem przesyłkę z Warszawy. Długo oczekiwaną. Znajdowały się w niej pamiątki po wystawie "Futbol niezwyczajnych dni - sport w okupowanej Warszawie", m.in. wspaniały szalik, wlepki. Były też, co mnie bardzo ucieszyło, materiały o odradzającej się "Polonii" Warszawa, klubie po przejściach, ale chyba wszystkie zasłużone kluby miały i mają podobne problemy. Duża część z nich już nie istnieje, wiele wegetuje w rozczłonkowanych formach. O tym, co dziej się wokół Konwiktorskiej słyszałem, ale teraz wiem dużo więcej (fantastyczny magazyn "Czarne Koszule"). Dziękuję!
Wystawie kibicowałem bardzo. Wystaw sportowych, zwłaszcza o historii sportu, jest u nas wciąż za mało. Tu autorzy wykonali kawał dobrej roboty, poruszając temat znany wprawdzie zainteresowanym, ale większości ludzi nie. Dlatego chcę ją pokazać w Gdańsku. Nie wiem jeszcze gdzie, ale to nie jest może w tej chwili najważniejsze. Pytanie, czy jest ona w Gdańsku potrzebna? Czy ktoś przyjdzie zobaczyć, jak uprawiano sport w ciężkich warunkach okupacyjnych w Warszawie? W stolicy wystawa była na swoim miejscu, ale w Gdańsku? Osobiście uważam, że tak, ale mogę się mylić. Dlatego proszę gdańszczan, mieszkańców Trójmiasta i okolic o sygnał, czy chcieliby wystawę zobaczyć? Piszcie na adres: j.trupinda@mhmg.pl, zostawiajcie komentarze tu lub na facebooku. Warszawscy organizatorzy wyrazili już zgodę, teraz czas na nas. Może spotkamy się w przyszłym roku na wystawie, a może na promocji mojej książki. Bardzo bym sobie tego życzył. Pięknego, dostatniego, zdrowego i pełnego pięknych myśli i uczuć Roku!
Blog towarzyszył powstawaniu książki o historii K.S. "Gedania" i towarzyszy jej już po wydaniu. Interesuje mnie nie tylko historia klubu, ale przede wszystkim ludzi, którzy go tworzyli oraz historia sportu w ogóle, a w Gdańsku w szczególności. Nieustająco zachęcam do czytania i kontaktu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polonia. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 grudnia 2014
środa, 12 listopada 2014
Pamięć o Polakach
„W przedstawionej dokumentacji przy nazwisku Alf Liczmański przeczytać można symbol I/22-jedynka rzymska to w tym przypadku numer kwartału, a nie rzędu, natomiast arabskie 22 to numer nagrobka. Mówię świadomie nagrobka, nie grobu, ponieważ grób znajduje się tam gdzie był, czyli na przeciwległym krańcu cmentarza, natomiast nagrobek - nie tylko ten jeden zresztą - „powędrował” z I rzędu z prawej, patrząc od strony alei, do najbardziej na lewo wysuniętego kwartału,gdzie w myśl wizji artystycznej rzeźbiarza powstała tzw. Aleja zasłużonych.Pominę tu kolejne przykłady rodzinne, np. brata Mamy Witolda Nełkowskiego […] i skupię się na nazwiskach: Franciszek Fojut, Roman Ogryczak i Bolesław Gdaniec, ponieważ ich pogrzeb odbył się razem z pogrzebem Alfa Liczmańskiego 14 listopada 1948 roku, obok którego spoczywają […] Są to miejsca od 64 do 68 w I rzędzie, na prawo od głównej alei. Tymczasem nagrobki tych osób umieszczono w skrajnym I kwartale i w kwartale V na lewo od głównej alei. Nikt jednak nie przenosił szczątków, nikt nie kontaktował się z rodziną […] Na tym kamiennym bloku, który znajduje się teraz obok nagrobka z 1983 roku widnieje napis: Alf Liczmański, komendant gdańskiej chorągwi ZHP, zamordowany w Grenzdorfie 1940. Natomiast na tym najnowszym, w formie stylizowanego krzyża, wyryto z boku napis: rozstrzelany w Gdańsku”.
Refleksje Reginy Liczmańskiej-Małek, córki Alfa, wprowadzają w podstawowy problemy cmentarza na Zaspie. To jeden z głosów rodzin, powtarzany często przez walczącą Panią Reginę, przy różnych okazjach. Do tej pory bowiem nie zrobiono tam porządku. Nie wchodząc w szczegóły, w trakcie realizowania różnych koncepcji zagospodarowania terenu cmentarza, który miał się stać pomnikiem Polaków z Wolnego Miasta Gdańska, ofiar hitleryzmu, zapomniano o samych Polakach. Ostatni, zrealizowana też połowicznie, projekt autorstwa Wiktora Tołkina stworzyła przestrzeń symboliczną, rozmieszczając nagrobki według uznania autorów koncepcji. Wytyczono alejki, rozmieszczono nagrobki, a szczątki bohaterów pozostały gdzie indziej. To jeden problem. Drugim są powtarzające się nagrobki tych samych osób, wynikające z różnych realizowanych w tym miejscu koncepcji oraz nieprzewidzianych wydarzeń. Takim było odkrycie grobu rozstrzelanych obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, którzy w 1992 r. zostali uroczyście pochowani w nowo wybudowanej mogile. Ich wystawione wcześniej symboliczne nagrobki pozostały jednak w innej części cmentarza. Trzecim problemem są błędy na nagrobkach, korygowane później częściowo, ale oczywiście nie wszystkie. A nawet jeżeli korygowano, to błędnych zapisów nie usuwano. Powoduje to koszmarne zamieszanie wśród odwiedzających cmentarz.
Na koniec mały, związany z “Gedanią“ przykład członka klubu i wielce zaangażowanego działacza wielu polskich organizacji Witolda Nełkowskiego (1902-1940). To postać szczególnie mi bliska poprzez zachowane grypsy, jakie słał do swojej żony Łucji z obozu Stutthof i podobozu w Przebrnie. Ich lektura to przeżycie, które trudno opisać, zwłaszcza, jeżeli wie się co za chwilę się stanie. Został rozstrzelany 11 stycznia 1940 r. w jednej z dwóch słynnych egzekucji dokonany niedaleko obozu. Co mamy na pomniku: rozstrzelany w 22 III 1940 r. w Gdańsku. Obok znajduje się kamień z poprawką mówiącą o rozstrzelaniu w Stutthofie. Patrząc na nagrobek zastanawiamy się, które miejsce jest prawdziwe? Data nie została skorygowana. W tym kontekście nie jest już najważniejsze, czy ciało Witolda Nełkowskiego znajduje się pod nagrobkiem? Prawdopodobnie w ogóle nie ma go na Zaspie, bo szczątki ofiar egzekucji styczniowej zostały umieszczone w urnie pomnika Walki i Męczeństwa, stojącego na terenie obozu Stutthof.
To tylko kilka uwag, dotyczących tego szczególnego miejsca. W książce opisuję je jako przykład naszej, byle jakiej pamięci o Polakach z Wolnego Miasta. Oburzał się na to już Brunon Zwarra, ale niewiele się zmieniło. To tyle, jeżeli chodzi o cmentarz na Zaspie.
Refleksje Reginy Liczmańskiej-Małek, córki Alfa, wprowadzają w podstawowy problemy cmentarza na Zaspie. To jeden z głosów rodzin, powtarzany często przez walczącą Panią Reginę, przy różnych okazjach. Do tej pory bowiem nie zrobiono tam porządku. Nie wchodząc w szczegóły, w trakcie realizowania różnych koncepcji zagospodarowania terenu cmentarza, który miał się stać pomnikiem Polaków z Wolnego Miasta Gdańska, ofiar hitleryzmu, zapomniano o samych Polakach. Ostatni, zrealizowana też połowicznie, projekt autorstwa Wiktora Tołkina stworzyła przestrzeń symboliczną, rozmieszczając nagrobki według uznania autorów koncepcji. Wytyczono alejki, rozmieszczono nagrobki, a szczątki bohaterów pozostały gdzie indziej. To jeden problem. Drugim są powtarzające się nagrobki tych samych osób, wynikające z różnych realizowanych w tym miejscu koncepcji oraz nieprzewidzianych wydarzeń. Takim było odkrycie grobu rozstrzelanych obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, którzy w 1992 r. zostali uroczyście pochowani w nowo wybudowanej mogile. Ich wystawione wcześniej symboliczne nagrobki pozostały jednak w innej części cmentarza. Trzecim problemem są błędy na nagrobkach, korygowane później częściowo, ale oczywiście nie wszystkie. A nawet jeżeli korygowano, to błędnych zapisów nie usuwano. Powoduje to koszmarne zamieszanie wśród odwiedzających cmentarz.
Na koniec mały, związany z “Gedanią“ przykład członka klubu i wielce zaangażowanego działacza wielu polskich organizacji Witolda Nełkowskiego (1902-1940). To postać szczególnie mi bliska poprzez zachowane grypsy, jakie słał do swojej żony Łucji z obozu Stutthof i podobozu w Przebrnie. Ich lektura to przeżycie, które trudno opisać, zwłaszcza, jeżeli wie się co za chwilę się stanie. Został rozstrzelany 11 stycznia 1940 r. w jednej z dwóch słynnych egzekucji dokonany niedaleko obozu. Co mamy na pomniku: rozstrzelany w 22 III 1940 r. w Gdańsku. Obok znajduje się kamień z poprawką mówiącą o rozstrzelaniu w Stutthofie. Patrząc na nagrobek zastanawiamy się, które miejsce jest prawdziwe? Data nie została skorygowana. W tym kontekście nie jest już najważniejsze, czy ciało Witolda Nełkowskiego znajduje się pod nagrobkiem? Prawdopodobnie w ogóle nie ma go na Zaspie, bo szczątki ofiar egzekucji styczniowej zostały umieszczone w urnie pomnika Walki i Męczeństwa, stojącego na terenie obozu Stutthof.
To tylko kilka uwag, dotyczących tego szczególnego miejsca. W książce opisuję je jako przykład naszej, byle jakiej pamięci o Polakach z Wolnego Miasta. Oburzał się na to już Brunon Zwarra, ale niewiele się zmieniło. To tyle, jeżeli chodzi o cmentarz na Zaspie.
sobota, 1 listopada 2014
Nekropolia "Gedanii"
Jest w Gdańsku takie miejsce, o którym pamiętano w okresie PRL-u, zapędzając tam grupy szkolne i delegacje, a o którym niemal zapomniano w okresie tzw. wolności, czyli kiedy wszystko wolno. Nikt już do niczego nie zmusza. Stąd i frekwencja na cmentarzu na gdańskiej Zaspie dużo słabsza, niż kiedyś. Także dzisiaj, kiedy tradycyjnie odwiedzamy groby. Nie wspominam już o dniu codziennym, kiedy hula wiatr, a kilku panów spożywa sobie tradycyjne “co nieco” w cieniu fantastycznego i zabytkowego już drzewostanu. Są tam drzewa, które mają 140 lat! Nie o tym jednak chciałem napisać.
Kilka tygodni temu uczniowie klasy sportowej pobliskiego gimnazjum, którzy niemal wszyscy trenują w “Gedanii” odwiedzili cmentarz, aby zapalić świeczkę. Długo zastanawiali się gdzie ją postawić - wybrali najmłodszego z rozstrzelanych obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku. Tak im się wydawało. Nikt nie powiedział im o 10-letniej Erwince Barzychowskiej, najmłodszej ofierze walk o Poczcie. Żaden z nauczycieli nie powiedział także, bo zapewne sam nie wiedział, że na Zaspie spoczywają Gedaniści. To po prostu klubowa nekropolia, miejsce, które winno być obowiązkowym dla młodych ludzi, którzy zaczynają trenować w tym klubie. Nie będę tu wyliczał szczegółowo wszystkich - znajdzie się to w książce. Wskażę tylko tych, którzy stanowią elitę, nie tylko klubową. To Ci, których nie dało się złamać. Zostali rozstrzelani w dwóch słynnych egzekucjach. W dniu 11 stycznia 1940 r. rozstrzelano pierwsze 22 osoby a 22 marca tegoż roku (w Wielki Piątek) drugą grupę, liczącą 67 osób. Jak już wspomniałem, byli wśród nich członkowie K.S. "Gedania". W styczniu życie stracili: Franciszek Kręcki, Stanisław Langiewicz, Witold Nełkowski oraz Czesław Tejkowski. W marcu rozstrzelani zostali: Edmund Detlaff, Bernard Filarski, Alfons Garyantesiewicz, Stefan Goldman, Zygmunt Grimsmann, Wilhelm Grimsmann, Józef Ossowski, Leon Trzebiatowski, Szymon Witkowski, Jan Jęsikiewicz, Antoni Lendzion, Konrad Sojecki, Gustaw Szarski, Augustyn Wesołowski, Anastazy Wika-Czarnowski.
Obecność zawodników i działaczy związanych z "Gedanią" w obydwu egzekucjach przynosi chwałę klubowi. Gedaniści stanowili istotną część wszystkich rozstrzelanych. To była elita, której nie można był sobie podporządkować, przekupić czy złamać. Siła tych ludzi była zbyt wielka. Trzeba było ich fizycznie wyeliminować, co jest bardzo eleganckim słowem na określenie dokonanego na nich morderstwa. Pamięć o nich jest naszym obowiązkiem, a na pewno ludzi, związanych z “Gedanią”. Śledząc ich losy można się bowiem przekonać, że uprawianie sportu, czy działanie na jego rzecz łączyć się może z pięknym życiem, pełnym idei, oddania i pasji. To trzeba ocalić.
Kilka tygodni temu uczniowie klasy sportowej pobliskiego gimnazjum, którzy niemal wszyscy trenują w “Gedanii” odwiedzili cmentarz, aby zapalić świeczkę. Długo zastanawiali się gdzie ją postawić - wybrali najmłodszego z rozstrzelanych obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku. Tak im się wydawało. Nikt nie powiedział im o 10-letniej Erwince Barzychowskiej, najmłodszej ofierze walk o Poczcie. Żaden z nauczycieli nie powiedział także, bo zapewne sam nie wiedział, że na Zaspie spoczywają Gedaniści. To po prostu klubowa nekropolia, miejsce, które winno być obowiązkowym dla młodych ludzi, którzy zaczynają trenować w tym klubie. Nie będę tu wyliczał szczegółowo wszystkich - znajdzie się to w książce. Wskażę tylko tych, którzy stanowią elitę, nie tylko klubową. To Ci, których nie dało się złamać. Zostali rozstrzelani w dwóch słynnych egzekucjach. W dniu 11 stycznia 1940 r. rozstrzelano pierwsze 22 osoby a 22 marca tegoż roku (w Wielki Piątek) drugą grupę, liczącą 67 osób. Jak już wspomniałem, byli wśród nich członkowie K.S. "Gedania". W styczniu życie stracili: Franciszek Kręcki, Stanisław Langiewicz, Witold Nełkowski oraz Czesław Tejkowski. W marcu rozstrzelani zostali: Edmund Detlaff, Bernard Filarski, Alfons Garyantesiewicz, Stefan Goldman, Zygmunt Grimsmann, Wilhelm Grimsmann, Józef Ossowski, Leon Trzebiatowski, Szymon Witkowski, Jan Jęsikiewicz, Antoni Lendzion, Konrad Sojecki, Gustaw Szarski, Augustyn Wesołowski, Anastazy Wika-Czarnowski.
Obecność zawodników i działaczy związanych z "Gedanią" w obydwu egzekucjach przynosi chwałę klubowi. Gedaniści stanowili istotną część wszystkich rozstrzelanych. To była elita, której nie można był sobie podporządkować, przekupić czy złamać. Siła tych ludzi była zbyt wielka. Trzeba było ich fizycznie wyeliminować, co jest bardzo eleganckim słowem na określenie dokonanego na nich morderstwa. Pamięć o nich jest naszym obowiązkiem, a na pewno ludzi, związanych z “Gedanią”. Śledząc ich losy można się bowiem przekonać, że uprawianie sportu, czy działanie na jego rzecz łączyć się może z pięknym życiem, pełnym idei, oddania i pasji. To trzeba ocalić.
sobota, 9 sierpnia 2014
Hymn
W 1934 r. Henryk Zbierzchowski napisał słowa, do którego muzyką skomponował Wilhelm von Winterfeld.
Gdy idzie „Polonia” z Bydgoszczy,
To w każdym podnosi się duch,
Kto młodość hartuje i ostrzy
To siłacz, to żołnierz i zuch.
Kto stary, ten wiecznie się troszczy,
Kto młody, ten wesół za dwóch.
Gdy idzie „Polonia” z Bydgoszczy,
To w każdym podnosi się duch.
Gdy przyjedzie z wrogami się zmierzyć
Poznacie „Polonię” - czym jest.
Gdy będzie zębiska śmierć szczerzyć
Rycerski pokażem jej gest.
Bo tęgo potrafi uderzyć,
Kto w życiu sportowy wziął chrzest
Gdy przyjdzie z wrogami się zmierzyć,
„Polonia” pokaże, czym jest.
Związani z Bydgoszczą Polak i Austriak są autorami odnalezionego niedawno przez Sławomira Wojciechowskiego hymnu "Polonii" Bydgoszcz, klubu, którego historii zawiera w sobie mnóstwo analogii do historii "Gedanii". To niezwykły zabytek, który od 2000 r. zaczął żyć nowym życiem. Był odgrywany i śpiewany. Nie trzeba udowadniać znaczenia hymnu dla budowania tożsamości i jedności członków danej społeczności. Podobnie jak herb, czy barwy klubowe są znakami, które mają jednoczyć. Odnalezienie hymnu "Polonii" wyznaczyło kibicom nową perspektywę, uczynił to zresztą także wspomniany S. Wojciechowski publikując monografię "Zapomniane pokolenie. Polonia Bydgoszcz 1920-1949". Autor przywrócił klubowi jego historię, a kibicom pamięć, utraconą na skutek celowych działań władz powojennych, które uczyniły przedwojenny polski klub gwardyjskim. Dawna "Polonia", podobnie jak "Gedania" już nie istnieje w dawnym kształcie. Podobno nie ma już miejsca dla klubów wielosekcyjnych, trzeba dawne struktury rozbić na poszczególne sekcje i je sprywatyzować. Jasne, od strony zarządzania łatwiej kierować jedną sekcją, nie trzeba do tego wielkiej wiedzy, a tzw. rachunek ekonomiczny łatwiej się zgodzi. Traci się jednak coś dużo istotniejszego - duszę organizacji sportowej, która kształtowana przez lata nie daje się tak łatwo odtworzyć. Nie zdają sobie z tego sprawy Ci, którzy na przykład ingerują w nazwy, czy herby klubowe, często zamieniając je w pseudonowoczesne logotypy. Nie zdawał sobie zapewne z tego sprawy prezes Polonii, który w 2011 r. zakazał odgrywania hymnu przed meczami żużlowymi. Może była to decyzja świadoma, bo po co hymn, skoro "Polonia" właściwie już nie istnieje? Mamy dzisiaj Bydgoskie Towarzystwo Żużlowe, kontynuujące tradycje raczej powojennego klubu milicyjnego. Więcej o dawnej "Polonii" i jej dzisiejszym kształcie przeczytać można tutaj. Autorów strony, osoby, które uparcie wracają do tradycji bydgoskich "biało-czerwonych" serdecznie pozdrawiam i ... do hymnu!
Na koniec cisnące się na usta pytania: czy "Gedania" miała swój hymn? Czy uda się go kiedyś odnaleźć i przywrócić do życia?
Gdy idzie „Polonia” z Bydgoszczy,
To w każdym podnosi się duch,
Kto młodość hartuje i ostrzy
To siłacz, to żołnierz i zuch.
Kto stary, ten wiecznie się troszczy,
Kto młody, ten wesół za dwóch.
Gdy idzie „Polonia” z Bydgoszczy,
To w każdym podnosi się duch.
Gdy przyjedzie z wrogami się zmierzyć
Poznacie „Polonię” - czym jest.
Gdy będzie zębiska śmierć szczerzyć
Rycerski pokażem jej gest.
Bo tęgo potrafi uderzyć,
Kto w życiu sportowy wziął chrzest
Gdy przyjdzie z wrogami się zmierzyć,
„Polonia” pokaże, czym jest.
Związani z Bydgoszczą Polak i Austriak są autorami odnalezionego niedawno przez Sławomira Wojciechowskiego hymnu "Polonii" Bydgoszcz, klubu, którego historii zawiera w sobie mnóstwo analogii do historii "Gedanii". To niezwykły zabytek, który od 2000 r. zaczął żyć nowym życiem. Był odgrywany i śpiewany. Nie trzeba udowadniać znaczenia hymnu dla budowania tożsamości i jedności członków danej społeczności. Podobnie jak herb, czy barwy klubowe są znakami, które mają jednoczyć. Odnalezienie hymnu "Polonii" wyznaczyło kibicom nową perspektywę, uczynił to zresztą także wspomniany S. Wojciechowski publikując monografię "Zapomniane pokolenie. Polonia Bydgoszcz 1920-1949". Autor przywrócił klubowi jego historię, a kibicom pamięć, utraconą na skutek celowych działań władz powojennych, które uczyniły przedwojenny polski klub gwardyjskim. Dawna "Polonia", podobnie jak "Gedania" już nie istnieje w dawnym kształcie. Podobno nie ma już miejsca dla klubów wielosekcyjnych, trzeba dawne struktury rozbić na poszczególne sekcje i je sprywatyzować. Jasne, od strony zarządzania łatwiej kierować jedną sekcją, nie trzeba do tego wielkiej wiedzy, a tzw. rachunek ekonomiczny łatwiej się zgodzi. Traci się jednak coś dużo istotniejszego - duszę organizacji sportowej, która kształtowana przez lata nie daje się tak łatwo odtworzyć. Nie zdają sobie z tego sprawy Ci, którzy na przykład ingerują w nazwy, czy herby klubowe, często zamieniając je w pseudonowoczesne logotypy. Nie zdawał sobie zapewne z tego sprawy prezes Polonii, który w 2011 r. zakazał odgrywania hymnu przed meczami żużlowymi. Może była to decyzja świadoma, bo po co hymn, skoro "Polonia" właściwie już nie istnieje? Mamy dzisiaj Bydgoskie Towarzystwo Żużlowe, kontynuujące tradycje raczej powojennego klubu milicyjnego. Więcej o dawnej "Polonii" i jej dzisiejszym kształcie przeczytać można tutaj. Autorów strony, osoby, które uparcie wracają do tradycji bydgoskich "biało-czerwonych" serdecznie pozdrawiam i ... do hymnu!
Na koniec cisnące się na usta pytania: czy "Gedania" miała swój hymn? Czy uda się go kiedyś odnaleźć i przywrócić do życia?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





